Łańcuch pokoleń

Monumentis patriae naufragio ereptis – Pamiatkom ojczystym ocalonym z burzy dziejowej – głosi sentencja umieszczona na fasadzie pałacu Czapskich, zawierającego skarby dotąd ukryte, a dziś, zgodnie z wolą założyciela muzeum i ofiarodawcy kolekcji, ponownie dostępne dla społeczeństwa. Emeryk Hutten – Czapski zapewne z uśmiechem spogląda z tamtego świata na nowy etap, w jaki wkracza jego dzieło. O żywotności dzieła stanowią bowiem spadkobiercy.

Spadkobiercy z ciała i z ducha

Najpierw wolę i zamiary Emeryka spełniała jego żona, Elżbieta z Meyendorffów wraz z synami. To ona doprowadziła do powstania muzeum w 1901 r., cztery lata po śmierci męża, to ona opracowała i wydała ostatni, piaty tom katalogu monet i medali, ona wreszcie doprowadziła do darowania miastu Kraków mężowskiej kolekcji. W tym dziele wspierali ją synowie – Jerzy i Karol, a także inni krewni, również zasilający Muzeum legatami finansowymi oraz w postaci cennych muzealiów: przede wszystkim Bogdan Czapski ze Smogulca oraz syn Karola, Emeryk junior. Dziś tradycje te kontynuuje Izabella Godlewska de Aranda, prawnuczka Emeryka a także Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego, złożone z członków rodziny, numizmatyków, niektórych pracowników Muzeum i innych osobistości, którym bliskie są idee Emeryka Czapskiego. Kontynuatorzy ci przysparzają Muzeum cennych obiektów, pamiątek rodzinnych, kontaktów międzynarodowych, prowadzą na rzecz muzeum działania lobbystyczne u władz lokalnych i centralnych. A także – last but not least – przysparzają mu inspiracji do dalszych przedsięwzięć. Dziś, gdy po wielu latach starań spełnia się nareszcie cel główny, jakim było odnowienie Pałacu i ponowne otwarcie Muzeum, ten nowy cel, którego projekt jest już gotów a realizacja dalece zaawansowana, stanowi wzniesienie na terenie należącym do zespołu pałacowego pawilonu poświęconego osobie, życiu i twórczości wnuka Emeryka, mianowicie Józefa Czapskiego, wspaniałego malarza i pisarza, jednego z największych, najbardziej świadomych świadków XX wieku.

Świadectwo dziejów i ludzkiej kondycji

Jaki jest związek pomiędzy kolekcją numizmatyczną Emeryka a życiem i malarstwem Józefa? – można by spytać. Nummi nervus rerum, nummi gestorum testae – pieniadz jest nerwem rzeczy i świadkiem czynów – głosi motto jednego z tomów katalogu Czapskiego. Otóż Józef Czapski jako malarz i pisarz chwytał „nerw rzeczy”, głęboko nieraz skrytą istotę jednostkowych i zbiorowych zachowań ludzkich. Zaś jego świadectwo o zbrodni katyńskiej odegrało kluczową rolę w ujawnieniu prawdy. Lecz nie był on tylko świadkiem zbrodni: był przede wszystkim świadkiem ludzkiej kondycji ujawniającej się w najróżniejszych okolicznościach: w arystokratycznym domu, w wojsku i w boju, w pracowni artysty, na paryskiej ulicy czy w paryskiej kafejce.

Zatem Józef Czapski, jego siostra Maria, Emeryk junior byli, każdy na swój sposób, kontynuatorami dzieła Emeryka, ocalającymi jak i on to, co dla człowieka i co w człowieku najcenniejsze, z dziejowych burz i pożarów. Ta praca domaga się kontynuacji, domaga się spadkobierców, niezależnie od tego, czy wiążą ich z Emerykiem więzi ducha i kultury czy także więzi krwi. I znajduje tych spadkobierców, co świadczy o żywotności dzieła.

Czyim spadkobiercą był Emeryk Czapski?

Patrząc wszakże z perspektywy łańcucha pokoleń, twórców i ich spadkobierców, trzeba zapytać i o to, czyim spadkobiercą był sam Emeryk Czapski? Jakie i czyje prace i czyny od niego domagały się kontynuacji, wzbogacenia? Jakiż to łańcuch pokoleń wiązał go z przeszłością? W pasji kolekcjonerskiej Emeryka wiele miejsca zajmowały pamiątki rodzinne, które gromadził od wczesnej młodości, można przeto być pewnym, że przeszłość rodzinna była mu bliska. Nie różnił się w tym od przedstawicieli innych rodzin szlacheckich czy arystokratycznych, dla których pamięć rodzinna była „pierwszą” pamięcią historyczną, bliższą zwykle niż pamięć dziejów narodowych czy lokalnych.

Polski Słownik Biograficzny – tom obejmujący Czapskich, wydany w roku 1938 – przynosi dwadzieścia osiem biogramów przedstawicieli rodziny. (Dodajmy nawiasem, że z natury rzeczy nie ma w nim kilkorga wybitnych Czapskich, którzy – jak Józef, Maria czy Emeryk jr. w 38 roku cieszyli się pełnią sił i zdrowia. Dodajmy też, że mówimy tylko o nosicielach nazwiska, a przecież wielu innych potomków Czapskich po różnych kądzielach zapisało się w narodowej historii). Wyłania się z tych biogramów bogaty i zróżnicowany obraz rodziny, którą tak w swoich wspomnieniach charakteryzuje Józef Wybicki: „Familia Czapskich mniemała się wówczas być pierwszą z patrycjuszów, iż tak powiem, z kraju pomorskiego(...) Panowanie ich nie było podobne do panowania Radziwiłłów, Czartoryskich, Potockich itd. w innych prowincjach, gdzie ci magnaci płacili, protegowali i za to rozkazywali. Czapscy zaś nie byli dość bogaci, by przekupywali, a my Prusacy, żyjąc jeszcze w starożytnej skromności, nie mieliśmy potrzeby się zaprzedawać. Byli to prawdziwi starsi bracia na łonie zgodnej i skromnej familii i to był powód, który im dawał pierwsze miejsce w sprawie publicznej”. Brzmią te słowa niemal hagiograficznie i nie do końca potwierdzają je biografie przedstawicieli rodziny, lecz przecież – owszem, po części potwierdzają. Biografie tych przynajmniej, o których coś więcej powiedzieć można niż to, że byli. Ci zaś czynni byli na publicznym polu nade wszystko, z grubsza licząc, od potopu szwedzkiego – do naszych dni.

Mała galeria portretów

Kogóż to wśród Czapskich nie znajdujemy! Przede wszystkim ludzi oddających się z większym czy mniejszym powodzeniem karierze wojskowej i urzędniczej. Mamy więc dzielnych żołnierzy, jak Sebastian a zwłaszcza brat jego, Franciszek Mirosław, który „zaprawił się do rzemiosła rycerskiego pod Beresteczkiem (1651), by potem, w czasie krwawego potopu szwedzkiego, wielką być całym Prusom Królewskim ’zasłoną i obroną’”. Był pułkownikiem husarskim i wystawiwszy „wielce okrytą” chorągiew, „upędzał się po Pomorzu, broniąc wrogom dostępu do wielu miast i zamków”. Bił ich skutecznie pod Tczewem, Gniewem, Nowem i Grudziądzem, pod Chojnicami położył trupem 170 rajtarów a 50 pod Starogardem, a ilu w zwycięskich potyczkach pod Malborkiem czy Tucholą – tego mu nie policzono. Na starość został chorążym i podkomorzym malborskim, wymurował kościół w swych dobrach i szpital, doczekał dziewięciorga dzieci, a wśród nich kasztelana kruszwickiego, towarzysza pancernego spod Wiednia i wojewodę pomorskiego, opata pelplińskiego i biskupa chełmińskiego. Ot, wzorowy rzec by się chciało, sarmacki w najlepszym znaczeniu, sienkiewiczowski życiorys.

Podobnie o wiek później żyjący Antoni – który nota bene za młodu podróżując po Europie studiował malarstwo i osiągnął znaczną biegłość w malowaniu miniatur. Był on generał-adiutantem królewskim za Stanisława Augusta, rotmistrzem chorągwi pancernej, członkiem Komisji wojskowej i generał-majorem. Był też asesorem, podkomorzym chełmińskim i tamże starostą, wielokrotnym posłem, sprawował liczne inne godności lecz – jak powiada biograf – „uczciwy i prosty, nie umiał należycie chodzić koło swoich interesów”, pozostał przeto wierny królowi mimo swych konfederackich sympatii. Dlatego bić konfederatów nie chciał: „lubo mi Bóg – pisał do żony – cokolwiek udzielił serca i odwagi, ale iść na znoszenie narodowego ludu (...) nie byłem łacny do podjęcia się tego kommisu”. Albo stryj Emeryka, Stanisław Czapski, który wystawił własnym sumptem pułk piechoty i walcząc w kampanii 1812 roku otrzymał krzyż Virtuti Militari i Legię Honorową – jako nie ostatni z Czapskich! Bowiem Józef, w następnym pokoleniu, otrzymał Virtuti w Powstaniu Listopadowym. Emigrant i działacz Polskiego Towarzystwa Demokratycznego, wracał z uporem do kraju jako emisariusz, potem do powstania wielkopolskiego, w którym został ciężko ranny, wreszcie do styczniowego, gdzie był generałem brygady w korpusie Langiewicza. Pozbawiony majątku, więziony przez Prusaków i Rosjan uciekał z więzień by wracać na pole bitwy lub na uchodźctwo. Inni kuzyni Emeryka, Edward i Marian, skazani za sprzyjanie powstaniu styczniowemu – choć nie wierzyli w jego sens polityczny – lata spędzili na Sybirze, gdzie Edward, uprzedzając losy swych młodszych krewnych a zwłaszcza Józefa –„Józia”, wykładał współtowarzyszom niedoli języki obce, historie i literaturę i skąd przywiózł – podobnie jak wiele lat później Józef z „nieludzkiej ziemi” – pasjonujące pamiętniki. W tej galerii żołnierzy i patriotów nie sposób nie wspomnieć też innego Józefa Czapskiego, znanego lepiej pod imieniem Napoleon, którego Nowosilcow określał jako „niebezpiecznego przywódcę rewolucyjnego internacjonału młodzieży, obejmującego całą Europę” czy jako „jednego z najgorszych podżegaczy na uniwersytecie wrocławskim”. Napoleon Czapski otrzymał Virtuti Militari za powstańczą – 1931 roku – wyprawę do Siedlec i wsławił się wieloma zuchwałymi wyczynami. Prusacy ścigali go listem gończym określając do jako Robespierre’a powstania, a do Mickiewicza pisano z Wielkopolski: „Czapski jeden w świecie Wallenrodem twoim w najlepszym znaczeniu być zdolny”. Czapski objeździł całą Europę: Irlandię, Niemcy,Włochy, Szwajcarię, Dalmacje, Korsykę, Hiszpanię, korzystając z oparcia współbraci masonów i karbonariuszy, przyjaźniąc się z O’Connellem, Mazzinim, Buonarottim. Korzystał z licznych paszportów i fałszywych nazwisk i niestrudzenie agitował za rewolucją i „wyzwoleniem ludów”. Ustatkował się dopiero po pięćdziesiątce, żeniąc się majętnie i pozostawiając syna Bogdana – dla odmiany przez większą część życia będącego wzorowym i lojalnym pruskim poddanym i dyplomatą. Bogdan z wiekiem stał się – podobnie jak Emeryk – patriotą polskim i dobrodziejem Uniwersytetu i Politechniki Warszawskiej.

Nie wszyscy jednak Czapscy byli tak dobrej jakości i gorliwości dla sprawy „naszej i waszej” wolności. O Grzegorzu Longinie, robiąceym karierę wojskową i urzędniczą u dworu króla Stanisława, pisze podsumowując bogaty życiorys biograf nieco dwuznacznie, że „jako człowiek był pełen humanitarnych uczuć, jako wojskowemu brakowało mu wiedzy i tężyzny, jako Polakowi głębszych uczuć patriotycznych. Ambitny, zabiegał o dostojeństwa, swego bronił, jednak dobro publiczne szanował”. To dobrze, bo o co najmniej równie ambitnie wspinającym się po szczeblach urzędów i zaszczytów starszym krewnym Grzegorza, pośle, marszałku trybunału i podskarbim wielkim koronnym Janie Ansgarym Czapskim, niedoszłym hetmanie i reformatorze ceł pisze biograf, że choć „zaprowadził pewien ład w skarbie, to jednak nie zapomniał i o sobie”, zaś kolejne Sejmy „nie chciały aprobować jego rachunków”. Zręczne lawirowanie pomiędzy Sasami i Leszczyńskim przyniosło mu w bilansie niemało korzyści. „Wiedzy i tężyzny” wojskowej nie dostawało też Mikołajowi Czapskiemu, który „w wojnie 1792 r dał dowód niekarności daleko idącej” i nieszczególnym był generałem, acz dobrym gospodarzem i finansistą, jak pisze o nim Włodzimierz Dworzaczek.

Do tej galerii – naszkicowanej zaledwie – dodać by należało Czapskich dobrodziejów Kościoła – fundatorów i dobroczyńców, jak Sebastian, Piotr Aleksander czy Jan Chryzostom, których wielu w XVII i XVIII stuleciu zasłużyło sobie na miano: benefactor gratiosissimus ac defensor huius monasterii strenuissimus (najłaskawszy dobrodziej i najbardziej energiczny tego klasztoru obrońca). Dodać do niej należy ludzi Kościoła – opatów, biskupów, scholastyków, nareszcie – ludzi z zacięciem do sztuk, nauk i do pisarstwa. Takim był Tomasz, skądinąd znany i szalony okrutnik, skazany za swe zbytki kierowane przeciw szlachcie i Żydom na ogromną grzywnę przez trybunał piotrkowski w 1749 r. Tenże Tomasz jednak nie tylko budował liczne manufaktury, lecz także zgromadził ogromną bibliotekę, zbiór rycin i galerię obrazów, które to dobra poprzez małżeństwa przeszły w dom Krasińskich, stając się „podwaliną biblioteki i muzeum Krasińskich w Warszawie”. Franciszek Stanisław Kostka Czapski, dziadek Emeryka, poseł na Sejm Wielki, ten, dzięki któremu Czapscy na dobre weszli do grona magnaterii poprzez jego małżeństwo z siostrą Karola Radziwiłła „Panie Kochanku” Weroniką i za nią idące – choć wyprocesowane – majętności, pisał z zapałem broszury obywatelskie i dydaktyczne. Dom nadwerężonej Rzeczypospolitej jakimi materiałami nie tylko do dawnej przywrócić ozdoby ale jeszcze nowej przydać wspaniałości (1783), albo Myśl szczera, jak być dobrym mężem i ojcem każdemu z powołania swego przystoi (1787), czy na przykład Różne namienienia i wróżenia się w cnotliwych i pożytecznych dla kraju obyczajach a osobliwie matkom, jak córki swoje edukować powinny (1783) – to niektóre tylko tytuły. Marian Czapski, jeden z braci – Sybiraków był wybitnym znawcą pszczelarstwa, ogrodnictwa, autorem prac z tych dziedzin a zwłaszcza z hipologii: jego trzytomowa Historia powszechna konia, tłumaczona na obce języki, należy do klasyki tej dziedziny. Drugi z braci, Edward, po amnestii i powrocie do kraju pisywał, poza pamiętnikami – rozprawy, polemiki polityczne, krytyki literackie – choć wstrzymywał się od ich publikacji.

Ojczyste i europejskie pamiątki

Żywoty Czapskich, tych i wielu innych, mniej i bardziej burzliwe, w burze dziejowe wplątane, musiały być dla Emeryka rodzajem pamiątki ojczystej. Podobnie jak były nią ich dzieła, dokumenty, dyplomy, ordery, medale, portrety. A wokół tych pamiątek gromadziły się inne. Z czasem coraz wyraźniej uświadamiał sobie Emeryk tę główną burzę, naufragium, kataklizm, jakim było zatonięcie nawy Rzeczypospolitej. Łowił odłamki pozostałe z tej katastrofy, ocalał je. Zwłaszcza to, co świadczyło o suwerenności, o zasobach, o bogactwie, o żywotności. A cóż lepiej świadczy o tym niż pieniądz, ów „nerw rzeczy”. „Stosunki w Rosji za Aleksandra III były nie do wytrzymania dla Polaka” – pisał Emeryk Czapski do kuzyna w latach 90. – ten sam Czapski, który większość czynnego życia spędził na najwyższych stanowiskach administracyjnych w lojalnej służbie dla państwa rosyjskiego. Służba ta dała mu wiele satysfakcji i znacznie przymnożyła jego majątek. Jednak w pewnym momencie zaciążył Czapskiemu – nie łańcuch niewoli, był bowiem człowiekiem wolnym, majętnym, podróżował gdzie chciał, robił to, co lubił – lecz łańcuch pokoleń. Rozgałęzione zaś związki rodzinne z Europą zadzierzgnięte poprzez żonę, potem przez synową, Józefę von Thun und Hohenstein, sprawiły, że poczuł się mocniej Europejczykiem i mocniej – Polakiem. Kto wie – może wpadły mu kiedyś w ręce Listy filozoficzne Piotra Czaadajewa pokazujące Rosję jako krainę wyzutą z historii.W tej perspektywie zobaczył dzieje rodziny osadzone w historii Polski i Zachodu. W tej perspektywie zobaczył własne swoje kolekcjonerstwo, będące przecież czymś więcej znacznie niż sroczym instynktem gromadzenia błyskotek. Poczuł łagodne brzemię łańcucha pokoleń i nadzieję, że ten łańcuch dalej będzie trwał łącząc przeszłość z przyszłością, że jego życie i kolekcja będą w nim złotym ogniwem, które lśnić będzie nawet w ciemności.

Henryk Woźniakowski

Prezes Stowarzyszenia Przyjaciół

Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego w Krakowie.

do góry

© Copyright by Towarzystwo Przyjaciół Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego

 

Opracowanie graficzne i wykonanie serwisu: Piotr Poniedziałek